Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozmowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozmowa. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 kwietnia 2021

Od kota do Kanta

❖Kliknij, żeby posłuchać tekstu w interpretacji autora❖

- Dwie godziny po publikacji i ponad sto odsłon, proszę pani.
- A taki niepozorny temat, niby miałki, koci i zwyczajny.
- Jak nie drapiesz strupa, to pójdzie. Lekko i przyjemnie,  do kawusi. Nic nie poruszy i nic nie uwiera.
- Jacek nie piskaj... nie można czytać Kanta non stop. Tudzież rozwodzić się nad sensem życia.
- Czemu akurat Kant przyszedł Ci do głowy? Największy, jaki chwilowo ogarniają nazywa się Obajtek. O sensie można w nieskończoność, bo tu żadnego już nie ma, dlatego szukanie inspiruje.
- I powiedz do czego te wywody prowadzą?
- W największym skrócie? Do próby oswojenia świata mimo wszystko, osadzenia w nim siebie, może do zagadania lęków egzystencjalnych? Sam się w tym gubię.
- Oswajanie świata? Jak najbardziej, każdy z nas to robi na swój sposób, choć może czasem nieświadomie - to codzienne życie, obowiązki, powinności. Rozwój intelektu też następuje u każdego inaczej. Szukamy podobnych sobie w codzienności.
- Jakoś trudno to przełknąć, gdy większość funkcjonuje na poziomie kornika ryjącego tunel, równie dobrze w spróchniałym leśnym pniu jak w średniowiecznym zabytku. W ciągu wieków wielu twierdziło, że największy procent populacji, to tylko nawóz historii albo armatnie mięso w rękach przywódców, może jeszcze witalność dla podtrzymania gatunku. Żaden rozwój tego nie powstrzyma. Jedyny wspólny aspekt, jaki ciągnie każde pokolenie, to przyjemność natychmiastowego użycia. Dziś to szczególnie silny wspólny mianownik.
- Bardzo surowe to postrzeganie.
- Pozbawione złudzeń?
- Wiesz? Ciut mnie zatkało. To, że mamy społeczeństwo konsumpcyjne owszem, to jest widoczne, ale nie można generalizować, że ludzie nie analizują, nie są refleksyjni.
- Nie chodzi o to, czy są refleksyjni. Mówimy o zdolności do przekładania myśli na uczynki. Ktoś powie: "do dupy to życie" niby jest to refleksją, ale czy motywującą? Jedynie do sięgania po kolejną flaszkę, którą pierdolnie się za siebie na trawnik, gdy błyśnie dno.
- Jacek to skrajność!

- Skrajność? Przejdź się w pobliżu Żabek i Lewiatanów, zerknij za siatki, na trawniki, na skwery, murki przyokienne, chodniki. Ile szklistych małpek połyskuje w słońcu? A taki niepijący? Słyszy w telewizorze, że folia zasypie nas ze wszystkich stron. Jęknie, nawet torbę kupi lnianą z napisem "eco bag”, a w Biedronie zapakuje marchewkę, pomidora i ogóra w oddzielne jednorazówki. Naprawdę nie szarpiemy tu Kanta ani Nietzschego, schodzimy do minimum codziennej refleksji. W perspektywie dalszej niż koniec nosa.
- I myślę że ta codzienność się zmienia na plus.
- Yhm, chyba w brzdęku reklam i TVP Info albo w Twoim pragnieniu, w bańce samochodu. Zmuszony do wodzenia kółkiem sam poczułem jak drastycznie zmienia się wizja świata z pozycji siedzącej. Przed iloma zachowaniami chroni karoseria. Pandemia odcięła to, co dopadało oczu na peronie, chodniku, przystanku, na ścieżce pieszych i rowerowej. O ile mniej wiem dziś, o ludziach, gdy odeszła możliwość podsłuchania dialogów w środkach komunikacji. Nawet poczułem wewnętrzny ład, fakt, ale kosztem utraty. Łatwiej w takiej okoliczności przemalować wszystko w odcienie różu. Tylko zwierzęca czujność nie pozwala owijać się w złudzenia, bo wiesz, że on tam jest. Mentalny prostak, który za nic ma zasady współżycia. Przypomina, że po zamknięciu oczu potwory wcale nie znikają.
- Potwory zawsze były i będą, złudzenia też nie są tak do końca złe. Bo czym są? To zniekształcone spostrzeżenia. Ale czy nie w każdej ocenie jakoś fałszywe? Może na to postrzeganie ma wpływ napięcie danej chwili? Stan emocji? Złość? Bezradność, brak wiary w swoją sprawczą moc? Zmęczenie? Izolacja? Tyle czynników wypacza postrzeganie, że popadasz w inne samooszustwa. Zawsze dalekie od obiektywizmu. Czasem złudzenia są wręcz niezbędne, bo wbrew pozorom ułatwiają życie. Powodują, że jeszcze nie plujesz na ludzi, nie kąsasz na oślep.
- Oczywiście, tylko, że to zależy od potrzeb indywidualnych i wymagań sobie stawianych. Zdolność do podnoszenia siebie z kolan ma może siedem procent żyjących. Nielicznym chce się czegoś więcej niż serial na Netflixie i tropienie wyprzedaży. Masa ceni sobie dolne partie piramidy Maslowa.
- Tak. Tylko jak powstała owa piramida? Oparta na stosunkowo wąskiej grupie badawczej, w dodatku osiemdziesiąt lat temu. Gdyby badać inną grupę, mogłoby się okazać że jej poziomy układają się zupełnie inaczej.
- Jasne, dziś potrzeby ułoży Rydzyk i Natanek. Gdyby miało być jak mówisz, nie mielibyśmy tylu populistów z tandetnego komiksu, ani producentów dóbr nijakich.
- To już "ewolucja".
- Szkoda, że jedynie pazerności.
- A może jednak ciekawości?

- A jaką ciekawość zaspokajasz zastępując sprawną pralkę drugą, nowszą? Telefon  kolejnym, skoro mają te same funkcje? Telewizor takim z internetem, bo przewodów nie chce Ci się przełączać? Chyba czegoś tu nie rozumiem.
- Nową pralkę kupiłam po dziewiętnastu latach. Stara naprawdę się rozsypała.
- Moja ma osiemnaście i jej nie wymieniam, jeszcze. Zwyczajnie boję się, że nowa popracuje zanim gwarancja się skończy. Ale mówiłaś o ciekawości, więc pytam o tych, co muszą mieć nowe telefony każdego roku, podobnie jak komputer i odkurzacz, że o samochodzie nie wspomnę. Albo co dwa lata remontować łazienkę, bo kolor glazury się znudził i inny jest już "na modzie”.
- Pod świetne albo chociaż dobre samopoczucie. Może właśnie w ten sposób się realizują, czują się spełnieni i zadowoleni?
- Może jednak uciekają przed bezsensem wszelkich zabiegów? Odskoczyć od pytania „po co?”, byle nie odstawać od innych. To, co nazywasz dobrym samopoczuciem, jest właśnie błogostanem trutnia, po którym niczego nie przybędzie następnym pokoleniom, poza kolejną górą śmieci. Warstwy wolnego rynku, to wały i wzgórza  odpadów, widocznych z kosmosu wyraźniej niż chiński mur.
- Dobra, poglądy masz sztywne, wiem, ugruntowane codzienną obserwacją i brakiem różowych okularów.
- … i parkowaniem, które wymusza przejście zbyt długiej drogi.
- Co do samochodu - zgoda - człowiek jest oderwany od rzeczywistości, zapleśniały w sobie, we własnych troskach i kłopotach krótkowidza, żyjącego od śniadania do kolacji.
- Widzisz, to jest jak ze staniem w kolejce za pięknie zrobioną panią. Nawet jest pociągająca, zgrabna, pachnąca. w zasadzie można by się zakochać, ale zaraz potem ona się odzywa.
- O raju... To jest dopiero przykład!
- Nie leży? Idźmy na plażę. Przez ostatnie kilka dni jechałem po pracy na spacer. Idzie w moją stronę piękna młoda kobieta. Delikatna buzia, lat około 35, inteligentne spojrzenie, wrażliwe oblicze, gdyby nie telefon w garści. Podchodzę bliżej i leci do słuchawki: "kurwa ja pierdolę, co ty za pojebana szmata jesteś, po chuj ja się z tobą kumpluję, pojebało cię dziwko? Znowu naoglądałaś się jakich komedii romantycznych? Jakie kocha? Jakie małżeństwo? To nie jest jakiś kurwa czas miłości, to jest świat pojebów, za który zapłacisz". Czy taki podkład pomoże jej twarzy w tuszowaniu prostaka? Nie potrzebuje. Roześmiana, najmniej zajęta swoim PR w oczach mijanych, których słońce wydłubało z covidowych zaułków.
- No i szok. Jak to mówią mędrcy? Dysonans poznawczy?
- Możliwy tylko po opuszczeniu skorupy. Zaraz witki zachwytu opadli, choćbym nie wiem, ile cudowności dał jej na starcie, oglądając egzemplarz przez szybę. Aura figury i piękno lica przyprawiłyby mózg o poszukiwanie szlachetnej kobiecości.
- A Ty, głupi, po plaży się ciągasz.
- Właśnie, zamiast spod czerwonego odjechać w wypielęgnowanym zachwycie dobrego mniemania o bliźnim, wybieram konfrontację. Pokutnik-masochista?
- Może Ty wymagania masz jakieś z kosmosu?
- Czym innym wymagania, co innego nadzieja. Wiara, że za rozwojem cywilizacji technologicznej nadąży odrzucanie chama. A im dłużej żyję, tym mocniej pali świadomość, że wszystko to komercja, której jedynym celem jest sprowadzić homo sapiens do roli mało wybrednej rury, byle skutecznej we wciąganiu i wydalaniu. W dodatku brnącej na pohybel zielonym, czerwonym, czarnym. I to jest, zdaje się,  forma apokalipsy, której nie wypatrzył św. Jan na Patmos.
- Hm. I co mam na to niby powiedzieć? Jakoś cieszy mnie ta wymiana myśli, chociaż smaku życia nie poprawi.

piątek, 12 czerwca 2020

Waleczna

❖Kliknij, żeby posłuchać tekstu w interpretacji autora❖

Siódmy raz w ciągu godziny. Odebrać źle, nie odbierać jeszcze gorzej! Nie podniosę, będzie rąbać po uszach jak kolekcjoner depczący puszki bladym świtem. Odezwę się, dojadę babę i po co mi to? Zepsuję dzień jej i sobie. Może to inna? Ale, że co? Garażowa wyprzedaż dywanów, taniej o dziewięćdziesiąt i trzy procent? Wylosował pan koc z teściowej wielbłąda, tylko proszę przyprowadzić własną? Mamy dla pana garnek i patelnię w cenie multipli? Cholera! Ósmy raz! Poległem!
- Dzień dobry.
- W końcu jaśnie pan raczył! Dzień dobry! Wy naprawdę przyjmujecie do pracy?
- Czasem tak, wie pani, rotacja jest znaczna! – Nieprzygotowany na obrót sprawy wyglądam wyjścia z zieloną strzałką – Ludziom w głowie się przewraca i w du... żym skrócie mówiąc: syndrom epoki taki! Nieustający głód bodźców! Z tym, że my, droga pani, niestety nie gwarantujemy strefy relaksu, kosza owoców i latte macchiato. Do tego pracujemy na zmiany i schematycznie jak radio M, pod koronkę, kanapkę z salcesonem i kawę Anatol. Od wielkiego dzwonu Wiesiek po kebab wyskoczy, jak dają fantę w promocji. Zatem pomyliła pani…
- Proszę mi tu nie błyszczeć dowcipem, to mnie nie zniechęci. Niech pan sobie nie robi jaj i nie wyobraża, że dam się spławić! Doskonale znam takie wykręty, metoda robienia durnia z porządnych ludzi. Zadaję konkretne pytanie i oczekuję jasnej odpowiedzi. Skoro dajecie ogłoszenia, które nieustannie mamią, to przyjmujecie ludzi, tak?
- Na pewno, to firma, sieciowa. Z tym, że pytanie nie do mnie, nie udzielę odpowiedzi... 
- ... proszę się nie migać, niech pan odpowie wprost! Dostałam ten telefon od sekretarki waszego dyrektora. Ciekawe, czy wystarczy panu odwagi, żeby dalej ze mnie kpić?
- A pani ma jej dość? Bo chyba nie dosłyszałem imienia, nazwiska? Jakieś stanowisko może? Albo nazwa portalu rekrutacyjnego, który pani reprezentuje? Agencji pracy tymczasowej? Zabrakło punktu w szkoleniu z autoprezentacji?
- Moje nazwisko nie ma tu nic do rzeczy. Miele ich pan dziesiątki na co dzień i każdemu wciska ten sam kit!
- Rozumiem. Przejdźmy do rzeczy. Niech zgadnę: jak wielu i pani szuka zajęcia dla Ukraińców, pozostawionych bez szans powrotu do matecznika. Na szczęście zaczął się sezon truskawkowy. Wezmą ich z pocałowaniem tryzuba, proszę wyguglować prace sezonowe. Radzę dodać region.
- Samą siebie reprezentuję! Mam odwagę mówić we własnym imieniu! Taka rzadkość, na którą pozwala demokracja!
- Zgadza się, a właściwie to jej gruzy, z których też, jak widać, da się wygarnąć na oślep.
- Dzwonię w imieniu syna, którego w kółko oszukujecie i okłamujecie! Taki dajecie przykład młodemu człowiekowi! Uczycie postaw obywatelskich, można powiedzieć!
- Syna? Dorosły jest?
- Jak najbardziej, ma dwadzieścia osiem lat i przynajmniej od kilku robią go w konia tacy jak pan!
- Przypadkiem nie sam powinien o siebie zawalczyć? 
- A niby co innego robi? Ostatnio od czterech tygodni? Był już nawet na rozmowie. Wasz kierownik wyraził zgodę, kazał iść po papiery. Chłopak się nakserował, nazbierał, wypisał ankiety i już miał zanieść, ale ten dzwoni, że go nie chce! Ma innego. 
- Taki jest rynek pracy, proszę pani. Znalazł kompetentnego, który na przygotowanie kilku stron nie potrzebował czterech tygodni. To jakby trafił kumulację w totka, prawda?
- Wie pan, jaki to jest chłopak?! Złote dziecko! W życiu nie musiałam go od komputera odciągać! Sam wie, kiedy zmywarkę rozpakować. W sobotę do odkurzacza rwie się nieproszony, nie zna słowa „zaraz”. Jestem w domu czy w pracy, sam się garnie, tak go wychowałam! 
- Gratuluję, narzeczona się ucieszy. One to lubią. Niejeden raz pani podziękuje.
- Narzeczona? Proszę pana, te jego życiowe porażki, to już tak go uczuliły, że on dziewczyny zna tylko z sieci, bo tam nie zdążą zmanipulować. Rozmawia z nimi, owszem, ale jakoś nie widzę, żeby rwał się do spotkań. Szukają lokaja i sponsora, a nie wrażliwego partnera. Tyle warte, co i pracodawcy. Mój Remek nie ma w sobie wystarczająco dużo chamstwa, żeby z tym walczyć. 
- Może śmiałości mu nie brak, ale inaczej daje upust fantazji? 
- Co pan sugeruje? 
- Nic. To tylko doświadczenie wyniesione z poszukiwania redaktorek działu odnowy biologicznej.
- Znowu ucieczka od tematu. Ta wasza strategia! Niszczycie takich ludzi, pomijam, że lekceważycie mój wieloletni trud. A wie pan, ile stresu kosztował go kurs obsługi palnika albo wózka widłowego? Co to znaczy, jeśli do egzaminu na prawo jazdy podchodził osiem razy? Niech pan sobie, do jasnej cholery, wyobrazi, jakie to wyzwanie: jazda z paletami i jeszcze te widły i to przepalanie! Bo przecież ciągle tych monterów szukacie! I jak to się teraz położy na jego samoocenie? Myślicie o tym zawracając głowę? Rok temu spalał się na maturze zaocznej, po tych deformach oświaty, a teraz pan ze swoją znieczulicą! Sztuka to sztuka i pozamiatane, co?
- Przecież to nie ja obiecałem synowi cokolwiek. Nawet z nim nie rozmawiałem. Pani też z rzeczonym naszym kierownikiem nie zdołała się skomunikować. Obrzuca mnie pani błotem, na podstawie relacji z trzeciej ręki, nawet bez pewności, że to właściwa firma? Rozumiem pani gorycz, ale ...
- … to po co on te kursy robił? Skoro nie zwracacie na to uwagi? Zwodzicie, mamicie ogłoszeniami, rozmowami, robicie nadzieję po nic! 
- Nie wiem, po co robił kursy, bo u nas to rzeczywiście zbyteczne. Posługujemy się najwyżej taśmą klejącą i kartonem, proszę pani. Ewentualnie nożyczkami, a palnik widziałem ostatnio jak oddałem auto na szrot. 
- Wie pan co! To już jest zwykła bezczelność! Ja jednak zaraz wrócę do gabinetu pańskiego dyrektora! Robi pan ze mnie idiotkę, choć poświęcam czas przeznaczony na następnego pacjenta! Karton i taśma w firmie Żelbet-Konstukcje? Nie jestem blondynką z kawału, jeśli o to panu chodzi!
- Ja również chciałbym wiedzieć, o co chodzi. Wybrała pani numer działu wysyłek sieci aptek. I zapewniam, nie używamy palników! Nawet do grillowania śląskiej w porze lunchu, który mi pani właśnie zabiera i tylko wrodzona empatia …
- … kretyn! 
- I ja życzę pani miłego dnia.
Print Friendly and PDF