Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gotowce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gotowce. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 maja 2009

Filozofia gotowca

Mamy czas matur, czas stresu, napięć, wzmożonych korepetycji, powtórek, ale także czas żniw dla sprzedawców wszelkiej maści gotowców, ułatwiających przechodzenie przez egzamin ustny. Wkrótce zacznie się też czas obrony prac magisterskich i licencjackich. Jakiś czas temu czytałem w jednym z tygodników rozważania o bezradności prawa wobec internetowych sprzedawców prezentacji maturalnych i wszelkich prac kończących edukację. Kwitnie handel gotowymi pracami i nikt nic nie może z tym zrobić, bo najczęściej sprzedaje się je w kategorii „pomoc naukowa” z zastrzeżonym zakazem kopiowania, powielania itp. Cennik różny, zależnie od oryginalności tematu, objętości pracy, statusu, tytułu naukowego i poziomu erudycji rzeczywistego autora. Chętnych nabywców nie brakuje, więc w zasadzie można uznać, że to taki sam handel jak każdy inny. W końcu sprzedaje się też skradzione samochody, filmy, gry, komórki i komputery, więc czemu nie miałoby się sprzedawać cudzych prac? Tak na chłopski rozum sprzedawca, który sam tworzy i kompiluje prace na zamówienie, zdaje się być takim samym rzemieślnikiem jak hydraulik odstawiający fuchę po godzinach. Korzysta ze swoich narzędzi, wiedzy i umiejętności, więc o co chodzi? Jeśli nauczyciel sam pisze prezentacje i nimi handluje, to tak samo, jakby udzielał korepetycji po godzinach. Rzemieślnik robi dobrze swoją robotę, więc ma nabywców, normalne prawo rynku, a towar dobry jak każdy. Podejrzewam, że pies jest pogrzebany pod innymi drzewkami, wcale nie pod agrestem praw moralnych, karnych i innych. Nie mieszam też do tego sumienia; ani sprzedających, ani tym bardziej kupujących. Polak zaradny jest i do biznesu morale zwykle nie lubi mieszać, podobnie jak do polityki.

    Umówmy się jednak w tym miejscu, że nie wolno uogólniać, nie każdy na szczęście kupuje gotowce, jak nie każdy kupuje dyplom na rynku. Dalsze moje rozważania dotyczą wyłącznie mniej lub bardziej licznej grupy maturzystów i studentów, dla której świadectwo dojrzałości, czy tytuł licencjata albo magistra, nie ma związku z ukoronowaniem zdobytej wiedzy i umiejętności, stanowi bowiem papierowy zapis, który tu i ówdzie trzeba będzie pokazać.

    W zasadzie należałoby wyjść od pytania: skąd popyt na gotowce? Dlaczego młody człowiek, stojący przed progiem egzaminu, nie chce traktować go jako sprawdzianu ze zdobytej wiedzy, dojrzałości i kompetencji? Dlatego woli widzieć w egzaminie życiową nierówność, przeszkodę, którą należy pokonać łatwo, najlepiej efektownie, z wyskoku i bez potknięcia? Czy wystarczy ponarzekać na czasy? Zatem na łatwość dostępu do gotowca w sieci? Oderwanie zakresu i tematów pisanych prac od rzeczywistej wiedzy, zdobytej w czasie nauki? A może trzeba ponarzekać na bolączki naszego życia, które jak wiadomo przede wszystkim powinno być proste i nieść jak najwięcej przyjemności? Tym samym życie nie powinno stawiać wymagań, skłaniać do wysiłku, ani doskwierać koniecznością dawania czegoś z siebie. Takie podejście zdaje się być normą w coraz szerszych „intelektualnych kręgach”.
   

Jakoś zupełnie nie przekonuje argumentowanie w duchu, że takie egzaminy niczego nie dowodzą, że szkoda tracić czas na pisanie niepotrzebnych prac, które w życiu do niczego się nie przydają. Podobnie motywacje typu: „po co mi Mickiewicz, jak ja na politechnikę idę?” też nijak do mnie nie przemawiają. Może rzeczywiście Mickiewicz nie pomoże w studiowaniu mechaniki, ale z pewnością pisanie o nim rozwinie umiejętność przelewania na papier własnych myśli. Na dowód, że to się przydaje, mógłbym przedstawić kilka podań o pracę i listów motywacyjnych ludzi, którzy w CV z dumą piszą o sobie „,magister inżynier”, ale już w liście zamieszczają potworki w stylu: „upszejmie porszę o przyjencie do waszej prenrznej firmy na rynku od wielu lat”. Gdyby autorzy tego typu mniej oprotestowali zasady pisowni, a więcej samodzielnie pisali w szkole średniej, może zrozumieliby, że starając się o pracę w ten sposób podają o sobie więcej złych informacji niż dobrych. Ale gdzie u licha jest błysk instynktu, intuicji, która podpowie im: uważaj, bo lekceważysz adresata, pokazujesz brak szacunku dla pracodawcy! Może pomyśleć, że skoro olewasz własną wizytówkę, olejesz też jego firmę i zadania, które ci powierzy. Nawet jeśli pracodawca poszukuje inżyniera mechanika, ucieszy się przecież, gdy kandydat opanował elementarne zasady komunikacji, dzięki temu z czasem powierzy mu kierownicze stanowisko.

    Zadziwiające jest to jak amatorzy kupowania gotowców oddzielają umiejętności nabyte w szkole od życia. Jakby ktoś kształtował ich w schizofrenicznym poczuciu, że to, czego nauczą się w szkole nijak nie ma się do tego, co spotka ich w życiu. Zdaje się, że w naszym kraju zaczęło panować przekonanie, że jeśli nabytej wiedzy i umiejętności nie da się przeliczyć na pieniądze, na wygodę, na namacalny cel, najlepiej osiągalny w tej chwili, nie warto zawracać nim sobie głowy. To przykład myślenia doraźnego, które nie sięga dalej niż dzień maturalnej prezentacji z języka polskiego, dzień obrony licencjatu, magisterium. Tymczasem nigdy nie wiemy, czy to, czym dziś żyje świat, co sprawdza się na rynku pracy, czy to wszystko będzie kogoś obchodzić jeszcze jutro. I w drugą stronę: kupcy gotowców nie doceniają rozwoju intelektualnego, jakby sobie samym na złość. Zupełnie nie mają świadomości, że im więcej czytają, myślą, wypowiadają się samodzielnie, tym szersze pole rozumienia mechanizmów społecznych, większa odporność na manipulację, ciemnotę, zabobon i ogłupianie.

    Metoda zdobywania wykształcenia „przez gotowca do papieru” na szczęście traci znaczenie w zderzeniu z brutalną, ale racjonalną rzeczywistością. Oto z roku na rok mamy coraz więcej ludzi z wyższym wykształceniem i, posługując się skrótem myślowym, można symbolicznie powiedzieć, że z roku na rok jest coraz więcej absolwentów zarządzania, ale nie bardzo już jest kim zarządzać. To budzi we mnie szczyptę optymizmu, że w tej jednolitej grupie pod względem posiadanego papieru nastąpi naturalny i sprawiedliwy podział na tych, którzy są wykształceni i na tych, którzy wycisnęli dyplom z gotowców, którym palcem trzeba pokazać jak mają żyć i co robić.
Print Friendly and PDF