Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zakochani. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zakochani. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 kwietnia 2011

Jej ranek

❖Kliknij, żeby posłuchać tekstu w interpretacji autora❖

    Anna pije kawę z gorącego kubka i odstawia go na parapet, nie da się utrzymać. Patrzy na zgięte plecy starowinki, która karmi koty przy drewnianej budce, skleconej z różnych kawałków płyty i sklejki. Rachityczny domek stoi nieopodal, za porwaną siatką płotu. Dwa pręgowane koty siedzą w skupieniu, gdy czarny krąży podniecony. Może nawet są wdzięczne za łatwe i regularne śniadanko? Co kobieta zrobi potem, gdy skończy? Może pójdzie na poranną Mszę? A może już tylko usiądzie przy swojej bułce, serku i gorzkiej herbacie? Zapatrzona w portret męża zatrzyma się nad kolejnym kęsem, z myślą o zbliżającej się, dwunastej, rocznicy śmierci. Potem umyje kubek, włączy telewizor, obejrzy wiadomości i pokręci z niepokojem głową. Z tym samym od lat, bezradnym, współczuciem wobec świata, z którym nic już jej nie łączy. Tylko czas płynie po nic, zaciera wszelkie namiętności, bo wyblakły i uwolniły ją od niepokoju przemijania. Czy jest coś winna światu? Różaniec? Dziękczynną litanię, za wszystko, co było jej dane, z prośbą, żeby ten się jednak opamiętał i już nie zatracał, do czego być może sama się przyczyniła.

    Koty? Jedyne stworzenia, którym czuje się potrzebna i płaci za to wysoką cenę. Chuligani rozbijają budę, sąsiedzi wyśmiewają albo szykanują, wyzywają od dziwaczek, opiekunek śmierdzieli. Grożą, że wytrują jej pchlarzy, bo blok jest dla ludzi, nie dla futrzaków i obleśnych bab. Ilu może dopuścić myśl, że starucha była dobrym lekarzem ich dziadków?

Anna przełyka gorącą kawę, trochę parzy usta kolejną dawką i gorzko uśmiecha się na myśl, że to właśnie dziś tak bardzo zobaczyła siebie w babci sąsiadce. Siebie w nieodległej przyszłości, która dopadnie nim się obejrzy. Unieważni obecne dylematy, zniweluje radości i traumy, wybieli wątpliwości i zaczerni wszelką namiętność. Czemu tak zwana życiowa mądrość nie chroni od smutku, którym nasiąka jak gąbka octem? Skąd ponure barwy właśnie teraz, z początkiem wiosny? Gdy kwitną wokół krzewy, a w internecie ciągle tyle zdjęć ze słońcem i bzami.

    Tymczasem gdzieś tam daleko mąż popija inną kawę, przyniesioną przez 
Asię sekretarkę. Może nawet westchnął na widok jej odsłoniętych wiosennie ud, gdy pochyliła się z tacą. Ma prawo, zima była wyjątkowo męcząca, choć dla Anny dosyć wiosenna.

Ciągle czuje na sobie wzrok męża, bynajmniej nie własnego. Ten dawno przestał śledzić jej ruchy, nawet gdy chodzi w najnowszej bieliźnie. Obcy mąż przenika spojrzeniem tak wyczekującym, mądrym i ciepłym, że przyprawia skórę o to miłe napięcie. Wczoraj, pod blokiem, jego oczy jakoś wyjątkowo prosiły: „powiedz, że mam cię pocałować”. Ale nic nie mogła. Odeszła tak szybko jak tylko potrafi, z obawy że mogłaby się rozpłakać. Wie doskonale, nie może posunąć się dalej. Szczególnie teraz, gdy wiosna budzi motyle, gdy miłość niemal pachnie w powietrzu. Anna nie potrzebuje nowego uczucia. Ma męża, spełnia się w pracy, jest szczęśliwą matką dwojga dzieci, nie wolno tego burzyć, nie wolno więcej ryzykować. Choć to takie piękne, jeszcze raz odkrywać zachwyt sobą. Czuć bliskość mężczyzny inteligentnego, z nieco ironicznym poczuciem humoru, z dystansem do siebie i świata, który rozumie intencje, zanim się je wypowie. Zawsze można na niego liczyć, ale nie ma potrzeby wchodzić w jego związek, równie udany i spełniony, równie zaśniedziały w szczęściu. Tak, bo każdy ład i szczęście w końcu pokrywa się patyną, a posiadanie nie daje człowiekowi spokoju, żadną miarą. Czy nową energię zawsze daje tylko dążenie do dobrze znanego i w gruncie rzeczy przewidywalnego spełnienia?

    Łzy stanęły w oczach Anny i nie wywołał ich kolejny łyk gorącej kawy. To odchodząca radość, która niosła ją jeszcze miesiąc temu. Bardzo cieszyły długie nocne rozmowy, w których odkrywała swoje dylematy, troski, głębię ducha, jaką otwierał człowiek przychodzący znikąd i nie wiadomo po co. Niosła ją harmonia ducha i ciała, to poznanie nowego, pragnienie pieszczoty, głośne marzenie Tomasza o dotykaniu jej ramion, dłoni, warg. Jeszcze raz w życiu poczuła się upragnioną dziewczyną, gdy rozkwitła kobiecość nie budzi już zachwytu męża. Owszem ma miłość od ślubu, nawet czuje jego pożądanie, ale przecież to takie znane, powszechne, od piętnastu lat niezmienne. Choć szczere, to jakby z obowiązku, pozbawione właśnie tej świeżości.

    Czym ona jest? Ułudą? Sekundą raju? Reakcją chemiczną w mózgu, która zniknie z czasem? Anna ochłonęła, bo znowu zobaczyła babcię sąsiadkę. Tym razem wynosiła ciężki worek i po chwili bardzo zmagała się z ogrodzeniem śmietnika. Przez moment pozazdrościła jej starości, która wyzwala od szarpania się z głupawymi uczuciami. Teraz powrócił dziwny wczorajszy smutek.

Poczuła jeszcze raz ten moment, gdy wysiada z jego samochodu i powoli idzie do domu. Łydki drżą, są miękkie i ramiona zwiotczałe ze stresu, a w ustach czuje suchość. Nie może zapanować nad własnym ciałem i tak bardzo chce wrócić do niego, uwiesić się na szyi, ostatni raz. Przecież on tam patrzy, czeka, nie odjeżdża. Ale Anna jest dzielna, zapala światło na schodach i już wie, że nie dała się zwyciężyć cielesności. Wygrał jej ułomny duch, miotany sprzecznościami. I choć powinna cieszyć się zwycięstwem, jest zgnębiona. Przecież zwyciężyła pragnienie, jego i swoje, pokonała pokusę zdrady, była dzielna, wierna, podniosła się z wcześniejszych upadków. Dlaczego zatem nie mogła poczuć zwycięstwa, a zamiast uniesienia przyszła gorycz.

    Dziś pije czarną kawę ze smutkiem niedosytu, ostatkiem sił próbuje równać w górę, uwierzyć, że może gorzej smakowałaby kawa ze śmietanką zdrady.
Print Friendly and PDF